Blog > Komentarze do wpisu
Tak w ogóle to dlaczego?

Pisałam już, że przed pierwszym wyjazdem z dziećmi pytano mnie dość często, czemu wyjeżdżamy z dziećmi za granicę, bo obiektywnie w Polsce nam jak pączkowi w maśle. Nie ruszyliśmy w świat, dlatego że kraj ojczysty taki zły i żyć się tam nie, wręcz przeciwnie, Polska jest fajnym krajem do mieszkania, co z perspektywy emigracji doceniamy dodatkowo, ale też nie jest miejscem idealnym. Ma swoje zady i walety. Choć też nie o poszukiwania idealnego miejsca do życia idzie, czy problemy w komunikacji z rodakami, czy jakąkolwiek ucieczkę od polskiej rzeczywistości.

Przyczyna jest banalnie prosta - my tak lubimy. Ciągnie nas. Nie twierdzę, że za czas jakiś nie zaprzestaniemy tego procederu włóczykijstwa, ale na razie jest dobrze i fajnie, na razie świat jest tak ciekawy. A do kraju planujemy wrócić.  

Co na to dzieci i co ze stabilizacją, której tak potrzebują? Nasze dzieci są jak i my, co z radością stwierdzam. Też lubią podróżować. Pierwsze pytanie po paru tygodniach po powrocie do Polski brzmiało, kiedy znów wyjeżdżamy. A świat obecnie jest globalną wioską, bardzo się nam skurczył.

Stąd proste rozwiązanie tego problemu - to jest kwestia osobnicza, jeden będzie szczęśliwy mieszkając całe życie na tej samej ulicy i w tym samym domu, inny musi się przenosić z miejsca na miejsce. Żadne rozwiązanie nie jest gorsze, o ile zdajemy sobie sprawę z tego, co nam daje radość.

A Wy jak wolicie? Żywot stacjonarny czy nomada?

poniedziałek, 13 lutego 2012, ag_ag

Komentarze
2012/02/13 13:03:02
Mam za sobą i internat i akademik a jednak (choć zawsze te miejsca traktowałem jako moje 'domy') teraz przywiązałem się do swoich metrów kwadratowych i nie wydaje mi się żebym umiał się przenieść gdzieś daleko. A może to nie przywiązanie tylko kwestia odwagi..? :)
-
2012/02/13 17:36:09
tak w ogóle to nie :)
na pewno nie zagranicą - jestem chyba za bardzo zanurzona w polskim kontekście, żeby gdziekolwiek poza Polską czuć się u siebie, a czuć się u siebie potrzebuję i nie potrafię tak się poczuć w ciągu kilku miesięcy, w kilka lat też mi trudno, nie u siebie jestem (fizycznie i psychicznie) tylko turystą, takim z aparatem na szyi i nierozpakowaną walizką w hotelu, bo w ogóle nie u siebie nie lubię rozpakowywać walizek, wolę ostentacyjną tymczasowość
oraz nie lubię zmian, nie lubię zarządzać zmianami, nie lubię się przeorganizowywać - paradoksalnie, jestem w tym świetna, ale nie lubię i to bardzo
najchętniej do dzisiaj mieszkałabym w starym mieszkaniu moich rodziców (bez rodziców jeno), a jedyną przeprowadzkę, jaką planuję - to nieodmiennie bliżej centrum ;)
-
2012/02/14 14:07:31
No wiesz ze tak lubimy :) Przynajmniej my Madzik, lubimy :) choc sa miejsca gdzie bym chciala bardziej (moze nawet juz wreszcie na stale) i takie w ktore mnie nie ciagnie co jest oczywista oczywistoscia. Moze kiedys poczuje ze jakies miejsce jest moje - kto wie? Na razie pcha mnie usposobienie nomada i od lat towarzyszace, juz chyba wszedzie, poczucie obcosci. Z wlasnego wyboru zostalam permanentna outsiderka i to wlasciwie tez lubie ale czasem bywa to meczace, jak wszystkie fajne rzeczy (ja, milosniczka roller-coasterow, widzialam kiedys taki na ktorym ktos pobil rekord jazdy 1000 godzin non stop, nawet sie nim przejechalam i fajny byl, ale siedziec na nim MIESIAC????????)
-
2012/02/14 17:54:59
Ha! Czyli jednak kwestia osobnicza :)
-
2012/02/25 20:28:10
Obiecalam ze napisze;) ja strasznie leniwa jestem...
od prawie 3 lat sie nie przeprowadzam i mnie nosi...chcialabym chociaz na sasiednia ulice, spakowac sie wywalic niepotrzebne rzeczy, ktorymi udalo sie nam obrosnac przez ten czas.
Musisz mi kiedys prywatnie wyjasnic dlaczego uwazasz Polske za dobre miejsce do mieszkania. Naprawde. I bez urazy:)
Mam za to pewien problem z moim obecnym miejscem zamieszkania. Kiedys, gdy wyprowadzalam sie z Polski "na zawsze" w zaden sposob nie odczuwalam ze to az takie definitywne, bo przeciez rodzina tam zostala, zawsze moge tam pojechac w odwiedziny, gdy wyprowadzalismy sie z Portugalii mialam jeszcze inne odczucie bo to mialo byc tyllko na troche, gora piec lat, tylko taka przerwa. Teraz czuje jak zapuszczam korzenie, galezie mi sie placza z saiadami, przypadkowo napotkanymi ludzmi, pien mi obrasta "cudzym" dzikim winem...i niestety tutaj zaczyna mi sie problem. Jezeli ( chyba raczej powinnam napisac gdy) sie z tego konca swiata wyprowadzimy to ja juz tutaj nie wroce...98%. Relacje miedzyludzkie w ten sposob z prowizorycznych robia sie superduper bez sensu;). Moj ostatni psychiczny dolek pojawil mi sie wlasnie na tym tle.
Mobilnosc w Forcie M nie ma chyba porownania z zadnym innym miejscem w kanadzie. Ludzie przyjezdzaja tu z planem. Normalnie jest to 5 lat i w zaleznosci od tego jak szybko uda im sie stanac na nogach z dnia na dzien zapada decyzja o przeprowadzce. Z drugiej strony patrzac nie wyobrazam soobie ze moglabym tu zyc np 20 lat...chociaz to nigdy nie wiadomo.
Najbardziej jednak chcialabym wrocic do Portugalii pod warunkiem ze nie wracalabym do mojej dawnej pracy.
Napisalam. Jesem nomadem i juz tak zostanie. zycie moze nie jest lepsze ale na pewno jest ciekawsze a ludzie z nudow rozne glupoty popelniaja, wiec oby tak dalej.
-
2012/02/26 19:55:58
Obiektywnie życie w Polsce jest dobre, ale nie dla nomada, a ja nomadem zdecydowanie jestem, wiec na starość pewnie tak, ale czy na zawsze? Powrót planujemy naturalnie - pół rodziny do Polski, drugie pół do... Portugalii :D Dolina Krzemowa jest jak Fort M - nie da sie tu mieszkać całe życie, ludzie tu też wpadają z planem i z dnia na dzień się wynoszą, to chyba specyfika takich mekk i medyn dla specjalistów. I też mam pewność, że, gdy wyjedziemy, to już tu nie wrócę.
A czemu Polska jest dobrym miejscem? W myśl zasady Pareto, jeśli 80% jest ok, to dla mnie całość jest do przyjęcia. Wszędzie może się trafić jakiś świr - na początku roku przenosiliśmy syna z klasy, w której wychowawczynią była eufemistycznie rzecz ujmując pani, która minęła się z powołaniem, zupełnie jak jedna z pań w polskim przedszkolu syna, co było pierwszym naszym przypadkiem kiepskiej nauczycielki.
Kwestia zatrudnienia w Polsce jest fatalna - jak się jest kobietą, to od razu się od niej oczekuje, że będzie zasuwać na półtora etatu za 2k na rękę. Przy czym mężczyzna już na wstępie dostaje lepszą pensję. Uważam, że zatrudniający powinni się wstydzić takie rzeczy proponować i nie powinni się obruszać na propozycje uczciwej pensji za to, czego oczekują.
Tutaj przystopuje z tą listą. Pogadamy :)